Strona Główna > Historia

Starożytny Rzym

ABig ANormal ASmall

dodano: 28.11.2009


500-1235352202-rzym_dod

Gdy ulubiony koń cesarza Kaliguli, o wdzięcznym imieniu Incitatus (Chyży), został mianowany senatorem, wielu wytykało mu hiszpańskie pochodzenie oraz fakt, że pierwotnie nazywał się Porcellus (Prosiaczek). Nobliwym prawodawcom sen z powiek spędzał widok złotego żłobu Prosiaczka, uprzęży wysadzanej drogimi kamieniami oraz 18 służących usługujących dzielnemu senatorowi. Cesarz mało przejmował się uwagami na temat wyboistej drogi politycznej jaką wyznaczył swemu ulubionemu wierzchowcowi. Historycy spierają się jak duży wpływ miał Prosiaczek na politykę Cesarstwa Rzymskiego, wiedzą jednak, że była to jedynie cząstka uwielbienia, z jakim odnosili się Rzymianie wobec swoich koni. Oto ich historia.



Zbroją wierzchowca był pikowany kropierz zakrywający zad, boki, pierś, nogi, grzywę i głowę konia lub ponaszywany płytkami z metalu, rogu czy kości. Niekiedy ograniczano się tu tylko do napierśnika i naczółka osłaniającego nos, czoło i niekiedy oczy konia. Potworne zamieszanie w próbach ujednolicenia późnorzymskiej kawalerii skutecznie utrudnił pragmatyzm samych rzymian gdzie na przykład konni włócznicy italscy stosowali celtyckie, numidyjskie, germańskie, iliryjskie manewry końskie a nawet ich okrzyki bojowe, łucznicy techniki armeńskie, scytyjskie i huńskie, zaś ciężkozbrojni sasanidzkie i partyjskie. Zapewne żeby umilić życie historykom we wszystkich praktycznie jednostkach konnych sztandarem był zawieszony na wysokiej włóczni symbol sarmackiego smoka z czerwona kokardą z którym pędzono do boju w takty galijskich trąb bojowych i partyjskich bębnów. Nie dość na tym bowiem czasy późno rzymskie to okres masowego zatrudniania najemników barbarzyńskich całymi oddziałami, którzy naprędce dozbrajali się w rzymską broń i rzymskie konie.

Sytuację tę doskonale obrazuje dokument Notitia Dignitatum, wymieniający typy różnych wojsk rzymskich  z końca IV wieku.  Rzymianie oczywiście nigdy strzemion nie używali, są jednak pewne ślady prób ich wykorzystania, w formie rzemieni na lewa nogę. W muzeum Budapeszteńskim na steli nagrobnej konnego legionisty ze I w n.e. ukazana jest rzemienna pętla na lewą nogę. Była używana prawdopodobnie do wsiadania lub do zaparcia przy walce oszczepem. Jest to jednak wyjątek od reguły i należy go traktować bardziej jako ciekawostkę niż dowód na użycie jakiegoś prototypu strzemion. Późno rzymską jazdę ciekawie opisuje historyk Wegecjusz:

„Taka była baczność zwrócona na te ćwiczenia ażeby przyzwyczaić do wsiadania i zsiadania z obu stron, obojętnie czy dzierżyli wyciągnięty miecz, czy włócznię w ręku. Przez pilną praktykę w czasie wolnym, w trakcie pokoju, ich kawaleria dochodziła do takiej perfekcji w dyscyplinie, że wsiadali natychmiast na swoje konie, nawet gdy były przemieszane między sobą po nagłym i nieoczekiwanym alarmie. (…) że konie były przyzwyczajane do szybkich marszów, nie tylko na poziomym otwartym terenie ale także w górzystym, nierównym, wyboistym, w gęstwinach i w szybkim wspinaniu się i schodzeniu po pochyłości. Jeźdźcy, którzy bili mocno swoje konie i zaniedbywali musztrę, stanowili ten rodzaj ludzi przyczyniający się do własnej porażki. To był również dobry pomysł by używać w gorącą pogodę do pracy i marszu pozostałych jeźdźców, aby nikt naprawdę nie wiedział, jak sytuacja może go spotkać”.

Jako widać gołym okiem, późnorzymska kawaleria to nie były żarty. Często do treningu wskakiwania na konia stosowano drewniana kłodę zawieszona na odpowiedniej wysokości. Rzymskie konnice odbywały 3 razy w miesiącu marsz szkoleniowy na 20 mil, gdzie jedna mila rzymska równa jest 1479 metrów. Wszak wielki Rzym to nie przelewki…



Zdjęcia