Czytaj więcej w tym dziale
En

Strona Główna > Hippika > Szkolenie jeźdźca

Relacja z wizyty dr Roberta M. Millera w Polsce

ABig ANormal ASmall

dodano: 04.12.2009


500-cbe42076b4c708c09d018784344cf8f7-200911193113

W listopadzie gościł w Polsce Robert Miller. Można było go usłyszeć w poniedziałek, 16 listopada, w audycji w radiowej Trójce. Dwa dni zajęły mu wystąpienia na konferencji „Jeździectwo przyjazne koniowi” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, jeden dzień poświęcił na seminarium w Warszawie, a jego ostatnim wystąpieniem w naszym kraju było seminarium dotyczące wczesnego szkolenia źrebiąt, które odbyło się w Książenicach w niedzielę 22 listopada.




Jakie były najważniejsze przesłania, jakie wnioski można było wysnuć po każdym z tych spotkań? Na wszystkich Robert Miller z pasją i przekonaniem tłumaczył, że po sześciu tysiącach lat traktowania koni w sposób naturalny dla człowieka, warto zacząć traktować i szkolić je w sposób naturalny dla nich. A „naturalne jeździectwo” – termin tyleż popularny, co kontrowersyjny  – oznacza po prostu podejście opierające się na rozumieniu końskiej natury. Z kolei natura ta daje się łatwiej zrozumieć, gdy pamiętamy o tym, że ukształtowała ją anatomia i fizjologia koni oraz środowisko naturalne, w którym konie od wieków żyły. Trzeba zdać sobie sprawę, że od zawsze jedyną formą obrony konia przed drapieżnikami była ucieczka, i to podejmowana błyskawicznie, dzięki bardzo wrażliwym zmysłom. Gdyby nie ten niezwykle rozwinięty zmysł obserwacji (uczestnicy konferencji pamiętają na pewno jak obrazowo dr Miller tłumaczył jak funkcjonuje oko konia) oraz płochliwość, dziś nie jeździlibyśmy konno, bo konie nie przetrwałyby do naszych czasów jako gatunek. Oznacza to, że koń płoszący się „bez powodu”, to koń widzący i słyszący dużo lepiej niż my, i reagujący w sposób umożliwiający mu przeżycie. Mówiąc jeszcze bardziej wprost: koń ma pełne prawo do płochliwych reakcji, i nie jest to głupota, tylko mądrość natury.

Dr Miller podkreślał też wagę lekkości i delikatności w obchodzeniu się z końmi. Do wyobraźni wielu słuchaczy na pewno przemówiła informacja, że koń na całym swoim ciele ma receptory czuciowe tak czułe, jak człowiek na opuszkach palców. Pamiętając więc o tym, że koń jest od nas cięższy i silniejszy, a więc dbając o własną przestrzeń i bezpieczeństwo, możemy znakomicie wykorzystać wrażliwość dotykową konia i jego umiejętność obserwacji, aby pracować z nim lekko i łagodnie. Skoro koń czuje muchę na swojej sierści (sierści, nie skórze!), to przecież czuje też nasze oddziaływanie na niego. Kolejny wniosek jest prosty: jeśli więc koń reaguje „źle”, to znaczy tylko, że to my nie umiemy przekazać mu informacji/komendy/prośby w sposób dla niego zrozumiały. A przecież konie chcą nas zrozumieć... :)

Oczywiście nie mogło zabraknąć wiadomości o tzw. imprintingu.  Koń uczy się całe życie, i to szybko (co znów wynika bezpośrednio z jego uwarunkowań biologicznych), ale najszybciej w okresie najwcześniejszym, tuż po urodzeniu. Słowo „imprinting” oznacza sam okres tuż po urodzeniu, w trakcie którego w umysł zwierzęcia wdrukowują się obrazy osobników i przedmiotów poruszających się wokół niego. Ten rodzaj nauki dzieje się samoistnie, a całe szkolenie, które w najwcześniejszym okresie życia źrebaka może przeprowadzić człowiek, dr Miller nazywa   „wczesnym szkoleniem”, lub „szkoleniem w okresie imprintingu”.

Dzięki odpowiednio przeprowadzonemu szkoleniu źrebaka (w trakcie którego odczulamy go na rozmaite zabiegi kowalsko-weterynaryjno-pielęgnacyjne oraz uczymy m.in. ustępowania od nacisku i prowadzenia na uwiązie), możemy oszczędzić mnóstwo czasu w późniejszym szkoleniu konia.
Gorąco polecając tę metodę i obalając mity z nią związane, dr Miller uczulił wszystkich na zasadnicze błędy i przestrzegł, że zbyt niecierpliwe bądź pobieżne podejście wywoła skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Jeśli się więc nie planuje podejść do wczesnego szkolenia rzetelnie, lepiej w ogóle się za to nie zabierać.

Wystąpienia dr Millera ilustrowane były wieloma filmami, z których niektóre wywoływały radosny śmiech, inne zapierały dech w piersiach, a wszystkie pokazywały jak wiele można osiągnąć pracując z koniem z poszanowaniem i zrozumieniem jego naturalnych zachowań. Warto zaznaczyć, że dr Miller nie promuje żadnej konkretnej szkoły, wręcz podaje szereg różnych przykładów, podejść i metod, pod warunkiem że spełniają one podstawową zasadę pracy ze zrozumieniem i lekkością. W połączeniu z niejednokrotnie przytaczanymi przez niego naukowymi uzasadnieniami, trudno o większą wiarygodność przekazu, że dzięki takiemu podejściu konie nie dość, że chętniej współpracują, to są w stanie osiągać dużo lepsze wyniki, niż szkolone przymusem.

Oddanie Roberta Millera dla sprawy dobra koni nie kończy się na wygłaszaniu własnych wystąpień. Podczas konferencji we Wrocławiu z dużym zainteresowaniem śledził pozostałe prezentacje i wystąpienia, energicznie kiwając głową ile razy z czymś się zgadzał. Dwie prezentacje wywarły na nim szczególnie wielkie wrażenie.

W trakcie wystąpienia Małgorzaty Morsztyn z coraz większym entuzjazmem kiwał głową i komentował, po czym oznajmił kategorycznie, że koniecznie musi z nią osobiście porozmawiać. Stwierdził, że w całym swoim życiu nie poznał ujeżdżeniowca z bardziej otwartą głową niż ona, a swoje uznanie wyraził również potem, nawiązując do prezentacji M. Morsztyn podczas kolejnej sesji.

Prezentacja Wojciecha Mickunasa wywarła na Robercie Millerze wrażenie nie mniejsze, choć objawiające się zupełnie inaczej. Słuchał jej z wielką uwagą i zadumą, a po jej zakończeniu poderwał się na równe nogi z energią dwudziestolatka (a ma lat 82 i aktualnie chodzi o kulach po operacji nogi) i długo oklaskiwał wystąpienie Trenera. Tak, tak, owację na stojąco dla Wojciecha Mickunasa zapoczątkował Robert Miller!



Zdjęcia


Lista komentarzy
Nick: Ania
Data: 19.12.2009
Mam nadzieję, że wystąpienia z seminarium pojawią się niedługo na stronie hipologi np. jako artykuły. Nie mogę się doczekać.
Nick: realista
Data: 11.12.2009
Ciekawe jest czy zatwardziali klasycy,których można było zobaczyć na spotkaniu z Panem Millerem chcą się "nawrócić"czy mają tzw.nosa na dobry interes ,bycia na topie.
Nick: Monika Szumert
Data: 07.12.2009
Bardzo ciepły, przyjazny czlowiek!Gratulacje dla Malgorzaty Morsztyn:)
Nick: sen
Data: 04.12.2009
Cudowny czlowiek