Czytaj więcej w tym dziale

Strona Główna > Hippika > Szkolenie jeźdźca

Prawda o grzbietach, języku i kim naprawdę jesteśmy

ABig ANormal ASmall

dodano: 05.03.2010


500-b3c050568ba5be37337cf80b1a2f6eca-1000web

W kręgach „jeździectwa naturalnego” bardzo wiele mówi się o uczeniu się języka koni. Tego celu nie da się w żaden sposób osiągnąć opierając się na kontrowersyjnym założeniu, że konie lubią, gdy na nich jeździmy. W trakcie prowadzonych przez mnie badań doszłam do wniosku, że konie znają nasz język o wiele lepiej i rzetelniej, niż moglibyśmy przypuszczać. I dlatego właśnie wszystkie książki pisane w duchu „new age” i wszyscy nauczyciele mówią o tym, jak to konie odzwierciedlają nas samych. Nie mówię tu o rozumieniu przez konie naszego języka mówionego, lecz o tym, że po mistrzowsku opanowały one język, o którym my najwyraźniej zapomnieliśmy – język naszych działań.



Mam duże doświadczenie w szkoleniu koni, a mimo to jedną z rzeczy, które zaskoczyły mnie najbardziej była rzetelna wiedza o tym, co dzieje się w końskim grzbiecie, gdy poddany jest działaniu siodła i jeźdźca. Oczywiście wiedziałam, że od czasu do czasu zdarzają się bolesności grzbietu i wtedy potrzebne jest leczenie, lub lepiej dopasowane siodło, ale zupełnie nie rozumiałam mechanizmów toczących się za każdym razem, gdy koń jedzie na przejażdżkę z człowiekiem na swoim grzbiecie.

Jedną z przyczyn, dla których część z tych informacji może wydawać się „nowa” jest fakt, że dopiero około 1992 r. opracowano podkładkę do badania nacisku siodła: Saddletech. Zarówno w tych podkładkach, jak i podobnych urządzeniach opracowanych w ostatnich czasach, wykorzystuje się czujniki o wysokiej czułości, które są w stanie zmierzyć nacisk pomiędzy koniem a siodłem. Technologia ta umożliwia przeprowadzenie szeregu badań interesujących dla świata jeździeckiego. Po połączeniu informacji uzyskanych tą metodą z wynikami innych badań nad tkanką mięśniową ssaków, nagle okazało się, że mamy do czynienia z ogromnym dylematem. W czasopiśmie Journal of Veterinary Science, tom 14, nr 11 z 1994 r. znana lekarz weterynarii i specjalista dopasowania siodeł, dr Joyce Harman, przedstawiła wynik badań realizowanych przy użyciu podkładki Saddletech. Napisała ona:

„Dla celów tego badania siodła o nacisku do 1,93 PSI1 oceniane były jako świetnie pasujące, siodła o nacisku od 2,0 do 3,38 PSI bez punktów stałego nacisku były oceniane jako odpowiednie, a siodła przekraczające 3,4 PSI, lub posiadające podczas sesji stałe punkty nacisku, oceniane były jako kiepskie. Liczby te opracowano na podstawie wstępnych danych, sugerujących, że trudno znaleźć siodło angielskie o nacisku poniżej 0,75 PSI, a wartość ta odpowiada najwyższemu ciśnieniu w naczyniach włosowatych. Nacisk przekraczający 0,75 PSI blokuje przepływ krwi w naczyniach włosowatych".

A co oznacza zablokowanie przepływu krwi? Na małą skalę efekt taki osiągamy, gdy pod wpływem ucisku bieleje nam skóra, lub gdy siedzimy dłuższy czas w niewygodnej pozycji i cierpnie nam noga czy ręka. Mary Wanless w swojej książce „For the good of the horse” pisze tak: „Niewykluczone, że błogosławieństwem dla koni jest to, że wyciśnięcie krwi z tkanek powoduje ból  przez pierwsze 10 do 15 minut jazdy, a potem tracą czucie w grzbiecie”.

Dopóki więc nie nauczymy się produkować lewitujących siodeł, nawet najlepiej dopasowane siodła, z najlepszymi panelami wypełnionymi powietrzem, pianką czy wełną, pod jeźdźcem o przeciętnej wadze, będą wywierały naciski ponad dwukrotnie przekraczające wartość blokującą przepływ krwi w obrębie mięśni. Dr Harman stwierdza, że w badaniach dotyczących psów i ludzi, nacisk o wartości zaledwie 0,68 PSI wywierany w sposób ciągły przez ponad 2 godziny, powoduje istotne uszkodzenia tkanki.

Trzeba pamiętać, że podkładka Saddletech wykorzystana w pierwszych z wyżej wymienionych badań, miała czujniki opracowane do oceny ryzyka powstania odleżyn u ludzi przykutych do łóżka i w związku z tym, mierzyła nacisk o natężeniu tylko do 4 PSI. Bardziej nowoczesne podkładki, takie jak FSA (Force Sensing Array) opracowana przez firmę Vision Engineering Research Group (VERG Inc.) z Winnipeg w Kanadzie, rejestrują znacznie wyższe naciski. W jednym z badań, w którym testowano siodła westowe z drogimi padami, średnie maksymalne naciski  wynosiły od 8.25 do 14 PSI. (Wesley, E.D.; McCullough, E.; Eckels, S.; Davis, E.; Artykuł nr 9329; 2007; magazyn  „The Horse”).

Podkładki rejestrujące nacisk mają również to ograniczenie, że rejestrują wyłącznie naciski na poziomie skóry. Nacisk wywierany przez siodło, przenoszony jest przez mięśnie na leżące poniżej struktury kostne (kręgi i żebra) i gdyby można było zmierzyć nacisk w tych miejscach, byłby on znacznie większy. Dr Harman pisze, że „W obrębie medycyny ludzkiej chirurgia dostarcza dowodów na to, że martwica podskórna (obumieranie komórek) ma swój początek w obszarach leżących bliżej kości, zanim uwidoczni się zaczerwienienie skóry oraz owrzodzenie”. Oznacza to, że ci z nas, którzy zajmują się końmi wystarczająco długo, by w okolicach siodła zauważać miejsca opuchnięte czy porośnięte siwą sierścią, widzą wtedy tylko efekt końcowy długotrwałego procesu destrukcji tkanek. Mięsień najdłuższy grzbietu i czworoboczny, czyli te, na których siedzi jeździec, rozwijały się od zarania końskich dziejów, gdy Eohippus pierwszy raz użył ich do ułatwienia sobie ruchu. Budowa tych mięśni nigdy nie uwzględniała konieczności dźwigania ciężaru w postaci pionowego nacisku z góry i tak jest nadal, mimo wieków selektywnej hodowli pod kątem konia „wierzchowego”.



Photos


Lista komentarzy
Nick: Ania
Data: 26.03.2010
Czytałam kilka razy. Wydaje mi się, iż autorka nie do końca pisze co ma na myśli. Bo nie chodzi o to by nie jeździć - tylko by przygotować do tego odpowiednio konia, jeźdźca i sprzęt - w sumie sprawy oczywiste.
Nick: chmurka
Data: 25.03.2010
Artykuł, w mojej opinii, zahacza o skrajność i chyba będzie wyprzedzał tok myślenia ludzi, którzy jeszcze nawet nie są świadomi szkodliwego wpływu źle dopasowanego siodła, a co dopiero tego, jaki w ogóle wpływ wywiera ich ciężar na konia. To trochę tak, jakby tłumaczyć dziecku, które nie zna liczb, tabliczkę mnożenia. Jeszcze więcej uwagi powinno się poświęcać rzeczom podstawowym: właściwej pracy i dopasowaniu sprzętu. Wydaje mi się, że ludzie czasem nie zastanawiają się nad tym co i dlaczego robią z koniem, a nawet jeśli, to wysnuwają błędne wnioski, które mają szkodliwy wpływ na jeździectwo. Takie portale jak ten, bardzo pomagają w weryfikacji poglądów i dostarczają koniecznej w jeździectwie wiedzy. Niestety ciągle za mało jest osób, które interesuje wiedza. ,,Niewiedza nie hańbi, większość poczytuje ją za szczęście"- bo gdyby wiedzieli, co tak naprawde dzieje się z ich koniem na jeździe, nie wiem, czy dalej chcieliby jeździć...
Nick: Cejloniara
Data: 08.03.2010
Ten tekst trzeba przeczytać drugi raz a końcówkę z 5 razy. Ważne informacje mogą umknąć, bo nie są zaakcentowane przez autorkę! Wydaje mi się, że bardzo brak dalszej części tego tekstu i całość poglądów autorka tu nie przedstawiła. Z końcówki wynika dość jasno, że nie jest ona przeciwko wsiadaniu przecież. Ale jest zwolenniczko wisadaniu na konia, którego grzbiet jest naprawdę do tego zadania gotowy a odpowiednie ustawienie pomaga mu nas nieść. A hipologię oczywiście nadal lubię, własnie za to, że teksty tu moga być tak różne, nie jednoliniowe :-)
Nick: Martyna
Data: 08.03.2010
Powiem szczerze, że nie chcę i nie mogę się ustosunkować do tego tekstu. Z jednej strony to brzmi absurdalnie, z drugiej to samo mówi Nevzorow...
Nick: Ewa Polak
Data: 06.03.2010
Ja tez zwątpiłam.. Przeczytałam artykuł i mam mieszane uczucia co do niego. Ciekawe jak to się dalej rozwinie... a czy w takim razie zaprzęgi są dla koni lepsze niż jazda wierzchem?