Przeglądałam dziś statystykę mojego bloga, chcąc sprawdzić, ile osób do mnie zagląda i skąd są. Zauważyłam, że wielu gości trafia na moją stronę szukając czegoś o rollkurze. Gdy zagłębiłam się w poszukiwania pod kątem słów kluczowych, znalazłam szereg postów na temat rollkuru, z czego spora część dyskusji dotyczyła pytania: czym właściwie jest rollkur, czy jest zły i w jakim celu się go stosuje?

Pytanie: czy stosowanie rollkuru powoduje podniesienie grzbietu konia?
Odpowiedź: szyja odgrywa minimalną rolę przy unoszeniu grzbietu w ruchu. Popatrzmy na ciało ludzkie. Oczekiwanie, że rollkur uniesie grzbiet konia, to tak, jakby przyciskać brodę do klatki piersiowej, aby wyprostować dolny odcinek kręgosłupa. Gdy dociągamy brodę do klatki piersiowej osiągamy efekt taki, że zaokrąglamy ramiona i automatycznie przybieramy pozycję lekko wychyloną do przodu (analogia u konia: przeniesienie ciężaru na przód). Z drugiej strony - skutecznie wyprostować dolną część kręgosłupa możemy jedynie zmieniając ustawienie miednicy. Oczywista analogia u konia to zebranie, podczas którego miednica konia porusza się, umożliwiając podstawienie zadnich nóg pod kłodę, co, z kolei, buduje siłę grzbietu oraz pozwala koniowi na skuteczniejsze dźwiganie swojej wagi.

Pytanie: skoro rollkur jest taki zły, to czemu stosują go zawodowi jeźdźcy?
Odpowiedź: tu sprawa nie jest oczywista. Nie mam pojęcia, czym kierują się konkretne osoby, ale śmiało zakładam, że kwoty nagród w sporcie jeździeckim wysokiego szczebla są na tyle wysokie, by bez trudu skłonić większość zawodników do stosowania każdej legalnie dostępnej metody, byle zapewnić sobie wygraną. Przykłady są choćby takie:
- nagroda na zawodach Exquis World Dressage Masters Palm Beach, 2009 r.: 135 000 USD;
- pierwsza nagroda w finale Pucharu Świata w ujeżdżeniu Rolex FEI World Cup, 2009 r.: 100 000 USD;
- nagroda w ujeżdżeniu Dressage At Hickstead: 100 000 euro;
- pula nagród na 79. zawodach Grand Prix Niemiec w ujeżdżeniu i skokach: 500 000 euro, Grand Prix w ujeżdżeniu: 300 000 euro.

Podsumowując...
Trzeba pamiętać, że określenia „zawodowiec”, „profesjonalista” znaczą tylko tyle, że dana osoba dostaje pieniądze za to, co robi. Można być, równie dobrze, profesjonalistą naciągaczem i profesjonalistą w zakresie pomocy humanitarnej. Fakt, że ktoś jest profesjonalistą, niekoniecznie gwarantuje, że osoba ta opiera swoje działania na dbaniu o dobro konia, czy też klienta. Pomyślmy choćby o tym, ilu zawodowych instruktorów fatalnie traktuje swoich uczniów?
Kolejna rzecz: w większości przypadków nie umiemy zobaczyć tego, co kryje się pod warstwą zewnętrzną (pięknie wypielęgnowanym koniem, perfekcyjnie pokazanym w ekskluzywnym sprzęcie, którego dosiada jeździec w kosztownym stroju). A ile osób umiało dostrzec zbliżający się kryzys ekonomiczny, mimo, że jego objawy były wyraźne i oczywiste? To, że czegoś w danym momencie nie widzimy, nie oznacza, że zjawisko owo nie istnieje.
Element nagrody pieniężnej to kolejny czynnik, który, moim zdaniem, doprowadził do użycia (i to permanentnego) metody, na której obronę brak jest logicznych argumentów (w obszarze korzyści dla konia).

9. września 2009 r.
http://www.writingofriding.com/pressing-matters/a-beginners-guide-to-rollkur/