Strona Główna > Prawo

Gdy przyjaciel odchodzi

ABig ANormal ASmall

dodano: 27.04.2010


500-c282d323c1305b324e001855bb87a49b-1030web

Już tak to jest, że życie każdej istoty ma swój początek i koniec; jest pierwszy oddech i ostatnie tchnienie. I nasi końscy przyjaciele oczywiście także nie są od tego wolni. Ale ostateczne odejście rumaka to jest problem nie tylko uczuć, lecz również trudna decyzja: co zrobić z ciałem gdy „duch” się już ulotnił?



Jak zwykle w takich sytuacjach, wyjść jest kilka. Wszystkie sposoby nieszkodliwego usuwania zwłok zwierzęcych określał nieobowiązujący już załącznik nr 6 do rozporządzenia Ministra Rolnictwa z dnia 9 stycznia 1928 r., w sprawie wykonania rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 22 sierpnia 1927 r. o zwalczaniu zaraźliwych chorób zwierząt (Dz. U. z 1928, Nr 16, poz. 167). Było to więc gotowanie w wodzie lub parze, aż do zupełnego rozgotowania mięsa, wnętrzności itd., w drodze chemicznej, aż do rozpadu mięsa, wnętrzności, itd., spalanie na popiół oraz zagrzebanie (zakopanie). Obecnie obowiązujące przepisy przewidują tylko dwa ostatnie sposoby.

Wiadomym jest, że wiele osób ze względu na koszty, sentyment do padłego zwierzęcia czy niechęć do myśli, że mógłby się on stać karmą dla zwierząt futerkowych, nie chce oddać zwłok do utylizacji, a z braku „cmentarza” dla zwierząt, zakopuje zwłoki blisko stajni. Tego oczywiście robić nie wolno. To wiedzą wszyscy. Jeżeli jednak, Drogi czytelniku, zdecydujesz się już na taki krok warto chyba pamiętać, jakie zalecenia dawało przedwojenne rozporządzenie. Otóż „(…) na wspólne grzebowiska zwierzęce, (…) na których mają być (…) zagrzebane zwłoki zwierzęce lub ich części, należy wyznaczać miejsca możliwie wysoko położone, suche i znajdujące się w odpowiedniej odległości od mieszkań, zagród, stajen, wód, pastwisk i dróg publicznych. Na grzebowisko nie nadaje się gleba zawierająca próchnicę lub glinę, miejsca położone w pobliżu źródeł, miejsca przeznaczone do wybierania z nich żwiru, piasku, jak również miejsca, gdzie najwyższy poziom wody zaskórnej może dosięgnąć 2 metrów od powierzchni. Grzebowiska należy ogrodzić lub otoczyć rowem, aby zwierzęta nie miały do nich dostępu. Grzebowiska nie wolno użytkować jako pastwiska, a roślin na niem rosnących - jako paszy.” Inne przepisy dodatkowo zalecały jeszcze, by zwłoki posypać wapnem i dodatkowo naciąć skórę. Podkreślam jednak raz jeszcze, że samodzielnie nie wolno zakopywać zwłok zwierzęcych, ale zastosowanie przynajmniej tych wspomnianych środków zminimalizuje nieco negatywne skutki dla środowiska.

Przed chwilą pojawił się nowy termin – „grzebowisko”. Z kontekstu już widać, że to nic innego jak cmentarz dla zwierząt. Obecnie jednak jego założenie wymaga długiej i żmudnej procedury. Samo już bowiem prowadzenie grzebowiska wymaga zezwolenia wójta, burmistrza albo prezydenta miasta. Wynika to z art. 7 ust. 1, pkt 4) ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu porządku i czystości w gminach (Dz. U. z 1996 r., Nr 132, poz. 622 ze zm.). Dodatkowo taka inwestycja (zapewne musiałaby być uznana za uciążliwą dla środowiska) wymagałaby licznych zezwoleń i realizacji dodatkowych warunków. To wszystko powoduje, że choć obowiązkiem gminy jest tworzenie warunków do utrzymania porządku i czystości (art. 3 ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach), to jednak grzebowisk jest niewiele. A szkoda. Może, przy następnych wyborach, warto zapytać naszych kandydatów, czy mają zamiar podjąć jakieś kroki w kierunku utworzenia cmentarzy dla zwierząt?
Sposobem likwidacji zwłok, najbardziej ekologicznym i najbezpieczniejszym dla środowiska, jest oddanie ich do utylizacji. Problem polega jednak na tym, że części zwłok może zostać przeznaczona na karmę dla zwierząt futerkowych... Osobiście wzbraniam się przed taką myślą. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest zadbanie w odpowiednim czasie o to, by zwłoki zostały w całości spalone. Wtedy uchronimy środowisko i sami nie będziemy odczuwać wewnętrznego zgrzytu, że nasz przyjaciel stał się kolacją dla lisów.

Temat, który poruszyłem w tym odcinku, nie należy do przyjemnych. Ale sądzę, że warto pomyśleć wcześniej o tym, jak taki problem rozwiązać; bo że się pojawi prędzej czy później – to pewne. Wtedy jednak może być za późno na podjęcie rozsądnej decyzji.



Photos


Lista komentarzy
Nick: prestor
Data: 21.12.2012
Moim zdaniem to ogromna różnica. Tak jak w różnych kulturach. Nie wyobrażam sobie innego "pochówku", jakoś przez wiele lat nikomu nie przeszkadzało tzw " cmentarzysko", jeśli jest to poprawnie wykonane to nie widzę problemu!
Nick: santi08
Data: 25.10.2010
ja też niestety musiałam czekać prawie 5 dni na zutylizowanie mojego konia, to było lato, ale jego ciało było u weterynarza...
Nick: bucefał
Data: 20.05.2010
Ja też musiałem uśpić konia natomiast problemy jakie miałem z utylizacją to do prasy się nadawały. Powiem tylko tyle że przez tydzień czekałem aż w końcu jakaś firma zabierze zwłoki. Dobrze że była zima temperatura minus 7. Bardziej ekologicznym i epidemiologicznym rozwiązaniem wydawało się po prostu zakopanie. takie rozwiązanie nieoficjalnie doradzali też urzędnicy, lecz człowiek chce żyć zgodnie z literą prawa i jeszcze dostaje za to po d...e. Powiem na koniec jeszcze że nie był to fajny widok oglądać zwłoki przyjaciela przez prawie 7 dni. Pytanie na koniec: czy jest jakaś furtka prawna aby móc pochować konia na swoim terenie?
Nick: duchowaprzygoda
Data: 11.05.2010
a ja się nie zgadzam na śmierć - i Bog, jezeli istnieje - juz o tym wie. Moze wymysli jakis ciekawszy eksperyment....KIEDYS!
Nick: norel
Data: 01.05.2010
Dla mnie utylizacja zwłok zwierzecia nie jest problemem-raz musiałam uśpic klacz i mam kilka starych koni wiec nie raz jeszcze pozegnam przyjaciela. Czy to jakas różnica czy zwłoki zgniją, bedą zjedzone przez robaki czy przez lisy? Mój przyjaciel odszedł, zadbałam by stało sie to w domu, bez bólu, zostaje cielesna powłoka-to juz nie mój kon-on moze jest gdzies ale juz nie tutaj...bardziej makabryczne jest dla mnie chodzenie koło jakiegos drzewa z mysla ze przez lata rozkładaja sie tam zwłoki mojego konia...