Strona Główna > Hippika > Rollkur

GERD HEUSCHMANN ODWIEDZIŁ POLSKĘ

ABig ANormal ASmall

dodano: 30.09.2010


500-fad075c508e199c798075ceaffb8338f-GERD HEUSCHMANN ODWIEDZIŁ POLSKĘ1.doc

Mieliśmy ostatnio okazję spotkać w Polsce jedną z najbardziej niezwykłych postaci koniarskiego świata. Gerd Heuschmann - buntownik, enfant terrible współczesnego jeździectwa, człowiek którego szczerze nienawidzi wielu utytułowanych trenerów i zawodników. Czym sobie na to zasłużył?



Ten doświadczony weterynarz (m. in. lekarz niemieckich ekip olimpijskich), profesjonalny jeździec, z pasją piętnuje grzechy główne współczesnego jeździectwa. Nawiedzony doktor walczący z wiatrakami? Raczej rzetelny naukowiec i koniarz-profesjonalista, który ma odwagę przypominać, że miernikiem jakości treningu jest zdrowie i dobre samopoczucie konia.

PROBLEM NR 1 W JEŹDZIECKIM ŚWIECIE

Gerd Heuschmann wskazuje na problem, że tysiące koni sportowych i rekreacyjnych są dosłownie dręczone nieodpowiednim treningiem, że ich jeźdźcy i trenerzy zeszli ze szlachetnej drogi rzetelnego szkolenia w klasycznym rozumieniu tego słowa – zgodnie z naturą i fizjologią konia. W zamian poddali się presji spektakularnych osiągnięć, zapragnęli wynaleźć skuteczniejsze metody treningowe, które okazały się prowadzić do szybszych wyników kosztem zdrowia koni. Zobaczyć to można wszędzie od przyzagrodowych placyków po zawody Grand Prix – jeźdźców ciągnących, kopiących, cisnących, stosujących siłowe patenty, na zrolowanych koniach. Zaprzeczenie lekkości, porozumienia i harmonii, które są wyznacznikiem dobrego jeździectwa. Taki obraz aprobuje niewiele rozumiejąca publiczność, a sędziowie i decydenci przymykają oczy, kierując się bardziej aspektami ekonomicznymi niż dobrem koni. Jest to zjawisko, któremu każdy prawdziwy koniarz powinien powiedzieć stanowcze NIE.

ROZWIĄZANIE PROBLEMU

Heuschmann wskazuje drogę – poważnie zajął się badaniami nad oddziaływaniem pomocy jeździeckich na koński organizm a wyniki tych badań pokazują, jaki sposób treningu działa pozytywnie, a jaki rujnuje konie. Do tego ma odwagę mówić głośno i nazywać rzeczy po imieniu, iść pod prąd, piętnować ludzką głupotę i bezduszność, demaskować gwiazdy i notabli jeździeckiego sportu, którzy w pogoni za wynikiem pozwalają sobie zapomnieć, że koń to nie sprzęt sportowy.

Dobrze trenowanego konia łatwo poznać – poza tym, że jest fizycznie sprawny, to wykonuje swoje zadania rozluźniony i zadowolony, a jego jeździec... również jest rozluźniony i zadowolony. Brzmi to prosto, jednak do wprowadzenia tej idei w czyn potrzeba dwóch rzeczy: wiedzy i wyczucia.

Anatomiczne, fizjologiczne i psychologiczne podstawy dobrego jeździectwa Gerd Heuschmann przedstawił 2 września w podkrakowskich Michałowicach grupie ok 100 osób. Po seminarium nastąpiła część praktyczna, podczas której wsiadł na kilka koni, demonstrując w praktyce „jak to działa”. Było na co popatrzeć – spięte konie rozluźniały się, krzywe prostowały, wzrastała jakość ruchu i akceptacja pomocy.

Wyjątkowe na tym seminarium było to, że Heuschmann z naukową precyzją, lecz prosto przedstawił, co dzieje się w ciele konia przy różnych ustawieniach pod jeźdźcem. Anatomiczne i biomechaniczne zależności zostały zrozumiale wyłożone, zilustrowane profesjonalnie przygotowanymi rysunkami i schematami, następnie pokazane na zdjęciach, a na koniec zademonstrowane w praktyce. Bardzo prawdopodobne, że jest to jeden z niewielu na świecie wykładowców, który potrafi przedstawić w tak prosty, zrozumiały dla przeciętnego koniarza sposób biomechaniczne i anatomiczne uzasadnienie dla klasycznych zasad jeździectwa. A ten, kto zrozumie, co dzieje się z mięśniami, ścięgnami, kośćmi konia w wyniku naszych poczynań jeździeckich, z pewnością nie będzie krzywdził konia złą jazdą. Problem w tym, żeby jeźdźcy i trenerzy rzeczywiście chcieli tę wiedzę posiąść.

Nawet ci spośród słuchaczy, którzy nie mają jeździeckich ambicji, a chcieliby być po prostu życzliwą, rozumiejącą publicznością, z pewnością ucieszyli się, że po seminarium z łatwością będą umieli np. rozróżnić dobry piaf i pasaż od często oglądanych na czworobokach „nerwowych podskoków”. Jeżdżących mogło ucieszyć ładne zademonstrowane „jak jeździć konia od tyłu do przodu” nie ulegając pokusie zajmowania się w pierwszym rzędzie końskim pyskiem. Ci, którzy podejrzliwie czekali na część praktyczną po ostatnich niepochlebnych publikacjach w internecie, zapewne wychodzili pozytywnie nastawieni. Każdy, niezależnie od doświadczenia dowiedział się wielu nowych rzeczy i spojrzał na znane kwestie z innej perspektywy.



Zdjęcia


Lista komentarzy
Nick: islandka
Data: 28.11.2010
Bardzo dziękuję za tą relację z tego seminarium Gerda Heuschmanna. To jest naprawdę niesamowity człowiek, potrafi pokazać skutki nieprawidłowego klasycznego jeździectwa i w dodatku narazić się tylu wpływowym w tym "światku" jeźdźcom. I pomyśleć, że on to robi tylko dla zdrowia koni... Podziwiam go.