Strona Główna > Hippika > Konie giną w sporcie

Czy mamy prawo zabijać?

ABig ANormal ASmall

dodano: 21.07.2011


Trenerradzi

Odkąd człowiek udomowił konia, a ten stał się zwierzęciem udomowionym, jego życie przestało zależeć od niego, a stało się „własnością” człowieka. Koń rozpoczął żywot zwierzęcia całkowicie zdanego na łaskę i niełaskę swego właściciela - człowieka. Stało się to kilkanaście tysięcy lat temu i trwa do dziś, z małymi wyjątkami stad koni, które żyją dziko w nielicznych miejscach na świecie. Znakomita większość przedstawicieli tego gatunku żyje w „cywilizowanym” ludzkim świecie. W historii bywało, że za udomowienie konie płaciły słono — często najwyższą cenę czyli życie. Działo się tak szczególnie w czasach, gdy w wojnach olbrzymią role odgrywały różne rodzaje wojsk zwanych ogólnie kawalerią. Aż trudno uwierzyć gdy się czyta, że podczas odwrotu Napoleona spod Moskwy życie straciło blisko 300 000 koni. Ostatnim miejscem gdzie masowo ginęły konie w służbie człowiekowi były pola bitewne II Wojny Światowej.



Nie ma już kawalerii, nie ma wojen, konie nie muszą w nich ginąć. Ale czy nie giną na innych „polach bitewnych”? Niestety – giną. Giną spełniając ludzkie ambicje, ludzką chęć popisywania się, chęć uczestniczenia w rywalizacji sportowej, biorąc udział w wymyślonych przez ludzi „zabawach” zwanych sportem jeździeckim, w przeróżnych jego odmianach. Powie ktoś : taki ich los, wypadki zdarzają się, także ludziom, i trudno im czasami zaradzić. Można tak rozumować pod jednym warunkiem: że rzeczywiście śmierć konia uczestniczącego w zabawie ludzi jest wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Tak bywa, ale nie zawsze. O tym „nie zawsze” poniżej słów parę.

 Przed kilkoma dniami, podczas kolejnej próby pobicia rekordu skoku na wysokość, zabity został koń. Wylądował z wysokości ponad 2 metry na głowie łamiąc sobie kręgosłup. Powiedzą: cóż, wypadek. A ja zapytam: czy trzeba co rok organizować bicie rekordu? Czy trzeba pozwalać by w tak ciężkiej próbie brały udział młode osoby, z niewielkim doświadczeniem i umiejętnościami? Rekord Świata ustanowiony został w 1949 roku i trwa do dziś. Czy próbuje się go pobić każdego roku? Jak trudne to zadanie, można zobaczyć oglądając rekordowy skok na Youtube. Czy ktoś odpowie za niepotrzebne cierpienie i śmierć tego konia? Czy ktoś odpowie za narażanie życia młodej, nieprzygotowanej do takiej próby dziewczyny? Wątpię, bowiem zaraz po wypadku (jak to zwykle bywa) rozpoczęła się akcja „zamiatania sprawy pod dywan”. W maju tego roku na innych zawodach zginął koń łamiąc kręgosłup podczas nieudanego skoku na drugiej przeszkodzie krosu. Młoda dziewczyna z licznymi obrażeniami trafiła do szpitala. Powie ktoś: wypadek, WKKW to niebezpieczna konkurencja, o wypadek nietrudno.

Ja zaś powiem: znam WKKW bardzo dobrze. 15 lat uprawiałem tę konkurencję do poziomu olimpijskiego włącznie i nigdy nie byłem w szpitalu, aż do czasu kiedy 4 lata temu spadłem z dachu. Wiem też jakie trzeba mieć umiejętności, by ryzyko wypadku zmniejszyć do minimum. I wiem, że w tym majowym wypadku to niedostateczne umiejętności były przyczyną śmierci konia i poważnych obrażeń jeźdźca. Czy ktoś poniósł konsekwencje? Nikt - wypadek, WKKW to urazowa dyscyplina.

 Przed rokiem na parkurze kończącym zawody WKKW o tytuł MP Seniorów na drugiej przeszkodzie przewraca się koń łamiąc kręgosłup. Widziałem ten wypadek na własne oczy
z odległości kilkunastu metrów. Koń skakał okser tak, jakby przeszkoda miała 50 cm wysokości, a nie 120 cm. Używając żargonu skakał „piętro niżej”. Wszyscy zgodnie ustalili : wypadek, WKKW to trudna konkurencja, wypadki się zdarzają.

A ja się zapytam: czy koń, który kilka tygodni wcześniej na zawodach miał poważny uraz czaszki po uderzeniu głową w przeszkodę i miał dziurę w czaszce, która długo się goiła (przez co zwierzę nie mogło być trenowane), powinien startować w tych zawodach?

Czy decydujący o tym ludzie nie mieli świadomości, iż koń ten może nie być w pełni sprawny? Czy funkcyjni lekarze weterynarii obecni na jednych i drugich zawodach nie mieli żadnych wątpliwości ?

Pytań można by stawiać jeszcze więcej. Zakończę jednym: czy ktoś poniósł odpowiedzialność za śmierć tego konia ?

Odpowiedź jest taka sama jak w poprzednich wypadkach. Winnych nie ma, to był nieszczęśliwy wypadek. Sprawę zamknięto .

Cofając się jeszcze o rok. Trener zabił konia podczas treningu na lonży. Młody ogier z problemem akceptacji wędzidła, wypięty do lonżowania, przewrócił się na plecy i doznał obrażeń, które spowodowały w efekcie zejście śmiertelne po 2 dniach cierpień. Znów powie ktoś : no cóż, wypadek, nie pierwszy taki i pewno nie ostatni.

Niestety pewno nie ostatni, bo wiedza i świadomość reakcji konia na ból wywołany kiełznem przymocowanym do wypinaczy, niestety, nawet wśród dyplomowanych trenerów, nie jest wystarczająca. [Polecam lekturę wyników badań dr Roberta Cooka, badań nad odczuciami bólowymi na działanie kiełzna w pysku konia].

A ja zapytam: czy trener stosując wypinacze do lonżowania nie zdaje sobie sprawy z ich działania i ze skutków, jakie działanie wypinaczy może spowodować?

Czy trener stosując wypinacze wobec konia, o którym wie, że nie do końca zaakceptował kiełzno, „nie igra z ogniem”? Czy nie wie, że reakcje konia na ból w pysku spowodowany kiełznem mogą mieć charakter reakcji „nieobliczalnych”? Czy trener nie jest obowiązany znać choćby w stopniu podstawowym zagadnienia z zakresu psychologii koni ?



Lista komentarzy
Nick: fox
Data: 02.04.2012
"Pięknie napisane to co szlachetna dusza i mądry Umysł spłodziły"....jak dawno to było ....i...? Niestety widzę to w wielu aspektach życia jak bardzo jesteśmy zdegenerowaną cywilizacją.
Nick: atoja
Data: 01.02.2012
kończąc watek - który nie zmieścił się z uwagi na il. znaków...Czy PZJ celowo przymyka na to oczy? Kiedy w 1998 r zdawałam na kurs instruktorski w Kadynach, pan Andrzej Orłoś nie przyjął całej obsady miejsc, bo stwierdził, że poziom jest za słaby. Obecnie? Któż mi wmówi, że nie przyjmie kursanta z pełną kieszenią PLN? A poziom jego jeździectwa naprawdę zawsze pozostanie na planie BARDZO dalszym (że się tak niegramatycznie wyrażę). Bardzo chciałabym usłyszeć odpowiedź na pytanie, KTO jest odpowiedzialny za poziom kadry instruktorskiej - winnych nie ma, sprawa się rozmywa. Ewentualnie możemy obwinić instruktora, że indolent itp., a kim jest ten, kto mu te uprawnienia przyznał?!
Nick: atoja
Data: 01.02.2012
Jednym z pytań - i to wcale nie takich, które nasunęły się w tej chwili - jest to o poziom szkolenia kadry instruktorskiej. PZJ podobno stara się to zmienić, przejąwszy w swoje "ręce" organizację i nadawanie uprawnień instruktorom nauczania początkowego w miejsce instruktorów rekreacji ruchowej ze specjalnością jeździectwo. Czy to jednak aby na pewno gwarantuje sukces tj. wzrost poziomu? Może przez rok, a potem stanie się to samo, co z poziomem odznak. Na początku już na brązową trzeba było wykazać się jakimiś umiejętnościami, srebrna o czymś świadczyła. Miała być to skuteczna weryfikacja poziomu jeźdźców/zawodników. Dziś brązową odznakę zdają 10-letnie dzieci, które miesiąc wcześniej nauczyły się anglezować na lonży. Czy mamy coraz zdolniejszą młodzież? Wręcz wybitną i z tą tendencją powinniśmy doczekac się medalowej obsady na najbliższej olimpiadzie i PŚ we wszystkich dyscyplinach! Szczególnie zaś uzdolnione bywają dzieci/osoby trenowane na co dzień przez członka komisji...
Nick: Lorrie
Data: 16.01.2012
Oczy mam wielkie jak spodki od herbaty. Nigdy nie jeździłam. Jestem zaskoczona że od samego początku "dzieciaki", sa uczone by "zachęcać" konia do jazdy batem czy palcatem. Może to zabrzmi dziwnie, i będzie z innej beczki... Tak samo w fotografii staram się jak najrzadziej używać programów do przeróbki zdjęć. Dobrym sposobem byłoby też zrobić tak w jeździe. A zresztą ja się nie znam:)
Nick: Goska
Data: 02.01.2012
Szkoda, że coraz mniej osób dostrzega to, co Pan. Podczas ubiegłorocznych MWiM wysoki konkurs szedł koń z dużą raną nogi. Był na blokadzie. Zgłaszano, jednak kazano "zamknąć się" bo może spotkać osobę zgłaszajacą coś złego. Koń po zawodach kulał jeszcze mocniej, problem ze ścięgnem istnieje do dnia dzisiejszego. I takich przykładów jest wiele.