Strona Główna > Chów i hodowla > Dobrostan

RELACJA Z TARGU KONI W SKARYSZEWIE – 26-27.02.2012 r.

ABig ANormal ASmall


500-4c1fcfa32d4df1541e7663bb8b9f32d6-4

Skaryszew to dla wielu osób synonim jarmarku końskiego, zwanego tradycyjnie Wstępami. W tym roku targ, mimo podobnego charakteru, jak w poprzednich latach, nieco się różnił. Na tej ogromnej arenie handlu końmi - po przeciwnych stronach – stanęli rolnicy i obrońcy zwierząt. Wstępy okryte są złą sławą wśród środowisk prozwierzęcych ze względu na dostrzeżenie i udokumentowanie problemu zaniedbywania i znęcania się nad końmi w czasie ich trwania.



Art. 1.
1. Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. (…)
 
Art. 5.
Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania.
 
Skaryszew to dla wielu osób synonim jarmarku końskiego, zwanego tradycyjnie Wstępami. 
W tym roku targ, mimo podobnego charakteru, jak w poprzednich latach, nieco się różnił. Na tej ogromnej arenie handlu końmi - po przeciwnych stronach – stanęli rolnicy i obrońcy zwierząt. 
 

Film z targu koni w Skaryszewie.

 
 
 Wstępy okryte są złą sławą wśród środowisk prozwierzęcych ze względu na dostrzeżenie 
i udokumentowanie problemu zaniedbywania i znęcania się nad końmi w czasie ich trwania. Tej zimy sprawa nabrała szczególnego rozgłosu dzięki głównej inicjatorce akcji STOP Skaryszew – Scarlett Szyłogalis-Jankowiak z Fundacji Schronisko Dla Koni TARA – oraz przyjazdowi kilkunastu organizacji pozarządowych, których jednym z celów statutowych, jest humanitarna ochrona zwierząt.
 
 
I jak się okazało – sama ich obecność, z aparatami fotograficznymi i kamerami w dłoniach, była orężem w walce z lekceważeniem zapisów ustawy o ochronie zwierząt. Obecność ta krępowała niektórych właścicieli koni, którzy – zanim unieśli baty czy kije na swoje czterokopytne źródła dochodu – rozglądali się z niepokojem. Rola wspomnianych organizacji nie ograniczyła się jednak do kontrolowania przebiegu jarmarku. Miłośnicy koni-wolontariusze z całej Polski pojawili się 
w niedzielę wieczorem, by sprawdzać stan oraz paszporty koni dopiero wjeżdżających do Skaryszewa.
 
 
Było już bardzo ciemno, lecz miasto rozjaśniały światła wozów strażackich i policyjnych, obstawiających każdą drogą prowadzącą do centrum. Na chodnikach ciągnęły się stragany, zajmowane powoli przez wszelkiego typu handlarzy i rzemieślników, a poza strefą zabudowaną – naprzeciwko cmentarza – całe połacie pól zagospodarowane było na parking i miejsce handlu.
Szybko staliśmy się świadkami transakcji – „Zobacz, jaki rozłupany zad! A teraz patrz na nogę!” - krzyczał jeden mężczyzna do drugiego po wejściu do przyczepy z koniem. Dobili targu, błysnęła butelka wódki i razem z dwoma innymi zaszyli się w samochodzie. 
 
 
Około godziny 21.00-22.00 można było doliczyć się kilku tirów do przewozu koni, zarówno 
z polskimi, jak i włoskimi tablicami rejestracyjnymi, których wjazd oznajmiał potężny warkot silników 
i błyski fleszy obserwatorów. Wielu z nich z trwogą i smutkiem spoglądała na pojazdy, widząc oczami wyobraźni stłoczone konie, jadące w swoją ostatnią podróż.
 
 
Na każdym wjeździe do Skaryszewa miał być inspektor weterynaryjny i policja, do tego wolontariusze z organizacji prozwierzęcych, którzy – jak wspominało wielu z nich – często byli odsuwani i lekceważeni przez te służby. W ich opowieściach można dostrzec niezrozumiały konflikt interesów obu stron, które cel kontroli powinien raczej jednoczyć w działaniu, niż dzielić.
Przed północą zwiększyła się ilość przyjazdów handlarzy z końmi. Zwierzęta te były przewożone w przeróżny sposób. Jedne w koniowozach lub przyczepach do przewozu koni, a inne – na przyczepach rolniczych jednoosiowych, z plandeką lub bez, dwukółkach do ciągnika, a nawet w busie.
 
 
Szczególnie ten ostatni przypadek sparaliżował obrońców zwierząt. Relacjonował Andrzej, inspektor Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt EKOSTRAŻ: „Wybraliśmy się na jeden z punktów kontrolnych. Było tam sporo wolontariuszy, ale ilość nadjeżdżających samochodów sprawiła, że byli oni jak najbardziej potrzebni, na dodatek coraz intensywniej padający śnieg utrudniał kontrolę stanu koni i pojazdów. 
 
 
W większości przypadków nie było problemów ze zdrowiem koni, paszportami etc.


Zdjęcia


Lista komentarzy
Nick: olga
Data: 30.08.2014
Kasik, Ekostraż zajmuje się również edukacją ludzi - nie wiem, skąd to stwierdzenie, że nie? ;-) I podejmujemy także interwencje w okolicznych klubach jeździeckich oraz u gospodarzy, którzy utrzymują zaniedbane zwierzęta.
Nick: renia
Data: 01.10.2013
Kasia, nie wiem czy przeczytasz, ale może ktoś inny kto się dziwi "Gdzie oni są jak konie są wyprowadzane z przyczep czemu żaden z nich z policją nie wygonią takiego delikweta z targów?" ten filmik pokazuje co się dzieje, jak próbują nie wpuścić handlarzy łamiących prawo: http://www.youtube.com/watch?v=jA51kyh0wro obelgi, pyskowanie, próby ROZJECHANIA autem, zero reakcji policji, to się dzieje...
Nick: Mala
Data: 21.02.2013
Ludzie trochę szacunku dla zwierząt.! Uważam że nie powinno być tego ,,targu''
Nick: kasik
Data: 12.02.2013
Co do koni przywożonych tam to mam pytanie bo zakażdym razem widzę, konie w bardzo złym stanie i niby ekologów. Gdzie oni są jak konie są wyprowadzane z przyczep czemu żaden z nich z policją nie wygonią takiego delikweta z targów? Nie mogliby przyjeżdżać, dostawaliby wysokie kary pieniężne to może by pomyśleli. Może zacznijcie zaglądać do stajni gdzie konie są na codzień zaniedbywane, a nie od wielkiego dzwonu strasznie bronią praw zwierząt.. Może należałoby organizować szkolenia w gminach nt. chodowli i wychowywania koni bez agresji i uświadomić tych ludzi. Wielu z nich czyni zło bo tak robili rodzice, dziadkowie. Zacznijmy najpierw od nauki a później wymagajmy! Takie jest moje zdanie w Bodzentynie co tydzień jest targ i nie zdarza się,że handlarze są cofani z targu jak kon jest w złym stanie. A ekolodzy i cała ta nagonka powinna mieć jakąś strukturę i wiedzę, którą mogliby przekazywać innym.
Nick: Heaven
Data: 21.12.2012
A po drugie, w "Ekostraży" działają sami młodzi ludzie, pełni ideałów i empatii, niestety bez ŻADNEGO (NAWET PODSTAWOWEGO) PRZESZKOLENIA W ZAKRESIE OPIEKI I DOBROSTANU ZWIERZĄT!!! Ja się nie dziwię że nikt z nimi nie chce współpracować, każdy ma ich gdzieś. Bo poszanowanie godności zwierząt to jedno, a fanatyczne szukanie dziury w całym, to drugie. Ja bym więc tym wszystkim "zielonym" doradził skończyć najpierw jakiekolwiek studia z zakresu biologii i zwierząt, przepracować minimum 10 lat ze zwierzętami, zdobyć doświadczenia życiowego i pozbyć się tego mleka spod wąsów, a dopiero potem brać się za "ratowanie" "biednych" zwierzątek.