Strona Główna > Uniwersytet PHB

Czwarty zjazd z kopyta

ABig ANormal ASmall

dodano: 19.07.2013


500-b58de9828126c6f02eb8af18ac025883-947212_530092080384944_500046339_n[1]

W sierakowskim stadzie lato w pełni. Pachnie kwieciem i sianem. Szumią dostojnie zielone korony czterech dębów pamiętających czasy dawniejsze niż dawne. Bąki bzyczą, ptaszki śpiewają, stajenne koty dostojnie prezentują swoje łaty, a tymczasem w zabytkowej powozowni grupa koniarzy z poważnym, ciągłym niedosytem wiedzy studiuje „koniologię”. To czwarty i ostatni zjazd pierwszego semestru Uniwersytetu Pro Hipico Bono. Czwarty as w tym rozdaniu, bo generalnie to przecież nie koniec.



 Mając już za sobą w sumie 9 dni spędzonych w stadzie, po minięciu bramy człowiek czuje się tak jakoś swojsko, u siebie. Witają znajome twarze i życzliwe spojrzenia. Kluczyk, pokój, torby na ziemię, jakieś ogarnięcie się i biegiem do powozowni. A tam smutna niespodzianka. Tym razem nie mógł do nas dotrzeć dr Skorupski i jego wykład „Łagodność to nie bezradność, stanowczość to nie agresja” będzie musiał odbyć się później. Za to bardzo interesujący wykład dr Doroty Bogusz, znanej nam bardzo dobrze jako kopytowego eksperta, o dobrostanie koni.

 

Dobrostan. Co to w ogóle jest? Jak rozumieć to pojęcie? Z sali padały różne pomysły, ale pojawiało się pytanie: czy jesteś pewien, że wiesz, jak zapewnić dobry stan swoim koniom? Ile w nas z przyzwyczajenia i wygody, a ile z potrzeby zaspokajania prawdziwych potrzeb koni, tych naturalnych, nie tych, które nam się wydaje, że są? Nie był to prosty w odbiorze wykład ponieważ trzeba było stanąć twarzą w twarz z rzeczywistymi potrzebami koni dyktowanymi przez ich naturę oraz skonfrontować to z naszą wygodą i wdrukowanym przez kulturę i tradycję pojęciem o tym, co jest dla koni dobre. Na przykład gdy nasz koń szczęśliwie padokuje się od rana do wieczora już jesteśmy uszczęśliwieni, a przecież dla konia to zaledwie połowa doby! 12 godzin i tak spędza w zupełnie nienormalnych dla siebie warunkach, bo w boksie. I może troszkę część słuchaczy się bulwersowała i może ktoś wziął coś do siebie ale przecież chodziło tylko o to, by uświadomić, jakie są prawdziwe potrzeby koni i zadać sobie pytanie, czy robimy wszystko, by bardziej odpowiadać na te potrzebom (na tyle na ile jesteśmy w stanie), a nie na swoje widzimisię.

Równie ciekawe było zestawienie dobrostanu z przepisami krajowymi, które regulują warunki chowu zwierząt hodowlanych. Warto o tym poczytać, by wiedzieć czego spodziewać się w przypadku kontroli Inspekcji Weterynaryjnej.

Spora część zjazdu była poświęcona kopytom. Najpierw dr Marcin Komosa opowiedział bardzo dokładnie o ich budowie anatomicznej. Wykład uzupełniła dr Dorota Bogusz. Jak silnie zespolony jest róg listewkowy i jak niezwykły to mechanizm Dorota pokazała na przykładzie dwóch książek, które były ze sobą złożone kartka w kartę. Dwóch rosłych mężczyzn (takich mamy studentów) nie było w stanie rozłączyć tych książek ciągnąc z całych sił każdy w swoją stronę. Nie obyło się bez części prawie praktycznej – podczas niedzielonych ćwiczeń Dorota na przykładzie kopyt koników polskich, których w Sierakowie jest pokaźne stadko, omawiała, jak ocenić poprawność budowy kopyta. Po pokaźnych „kolejkach” do dr Bogusz w tak zwanym czasie wolnym można wnioskować, że głód wiedzy kopytowej wśród studentów jest olbrzymi i wiecznie niezaspokojony. Bo i zakres tej wiedzy do najwęższych nie należy. Wszak bez kopyt nie ma konia. 

 

 

 Wielu studentów czekało na wykład Rektora tego uniwersytetu, czyli Wojciecha Mickunasa. Trener wrócił do podstawy, bez rozumienia której nie ma mowy w ogóle o jakimkolwiek jeździectwie. Skala szkoleniowa, swoista mapa drogowa dla jeźdźców i trenerów. To taki przepis na to, jak uzyskać wymarzonego konia (odważnego, ufnego, zrównoważonego, miękko noszącego, lekko reagującego na pomoce, chętnego do ruchu naprzód). Okazuje się, że znajomość skali i jej rozumienie potrafią leżeć bardzo daleko od siebie, a pierwsze bez drugiego jest zupełnie nieprzydatne. Dlatego stopniowo i bardzo dokładnie Trener przeanalizował po kolei wszystkie elementy. Zaczął od historii i pierwszych modeli skali, a także pokazał, jak różnie skala może być przedstawiania. Mimo różnic w pojęciach (niektóre skale zawierają więcej elementów), nawet w ich kolejności, jest przewaga cech wspólnych. A główną z nich jest czas, to znaczy rozumienie, że podstawowe szkolenie wymaga czasu – od roku do nawet dwóch – a prawidłowe szkolenie powinno być oparte o pryncypia klasycznego jeździectwa. Także cel szkolenia jest zawsze taki sam. Ciekawym przykładem było drzewo treningowe wg Kurda Albrechta von Ziegnera, który rozbudował skalę do 10 stopni, na podstawowe szkolenie przewidział 2 lata i dopiero po tym czasie specjalizację na konkretną wybraną dyscyplinę. Wojciech Mickunas omówił wszystkie 10 elementów według tego drzewa zwracając uwagę na znaczenie terminologii, jaką się posługujemy. Dla przykładu takie „zebranie”. Polski termin sugeruje, że coś trzeba wziąć (w domyśle do ręki) i zebrać (w sposób mechaniczny). Podświadomie może sugerować nadużycie rąk. Tymczasem angielskie collection (mobilizacja) raczej wyraża ogólny stan konia i jeźdźca.  Podsumowując: skala to taka mapa drogowa, elementy skali przeplatają się, ale należy pamiętać o ich gradacji, tak w całościowym planowaniu treningu, jak i w wykonywaniu elementów.



Zdjęcia